Milda i Roland – pierwsza para Łotwy

Będąc w Rydze trzeba koniecznie odwiedzić pierwszą parę Łotwy – Mildę i Rolanda.

Rolanda możemy spotkać na ryskim starym mieście, naprzeciw Domu Czarnogłowych. Święty Roland jest patronem Rygi, pierwsza statua stanęła w tym miejscu pod koniec XIX wieku. Obecnie znajduje się tam jej replika, oryginał zaś w pobliskim kościele św. Piotra.

Milda jest trochę młodsza. Stojący na obrzeżach starego miasta Pomnik Niepodległości (Wolności) odsłonięty został w 1935 roku. Jego najbardziej charakterystycznym elementem jest wysoka na 19 metrów kolumna, na której stoi dziewięciometrowa Milda – symbol Wolności. W uniesionych dłoniach trzyma ona trzy gwiazdy – symbole historycznych prowincji Łotwy: Kurzeme (zachodnia Łotwa), Vidzeme (środkowa) i Latgale (wschodnia). U podstawy kolumny znajduje się personifikacja Łotwy oraz rzeźby bohaterów narodowych.

Dzieje Łotwy w XX wieku były burzliwe – po raz pierwszej w swojej historii uzyskała niepodległość w 1918 roku (choć za pewną formę państwowości łotewskiej można uznać Księstwo Kurlandii, więcej tutaj). W 1940 została siłą przyłączona do Związku Radzieckiego, po to żeby w 1941 rolę okupanta przejęły hitlerowskie Niemcy. Armia Czerwona powróciła do Rygi w 1944 i została aż do 1991 roku, kiedy Łotwa odzyskała suwerenność i niepodległość. Wydawać by się mogło, że jedną z wielu ofiar terroru okupantów będzie Pomnik Niepodległości. Jednak tak się nie stało. Niemcy przedstawiali się jako sojusznik Łotyszy więc zniszczenie narodowego monumentu nie było w ich interesie, natomiast Rosjan jakimś cudem udało się przekonać, że Milda reprezentuje Związek Radziecki, a trzy gwiazdy to symbole Litwy, Łotwy i Estonii powracających do jednej słusznej w tamtych czasach ojczyzny. Ile jest prawdy w tym przekazie nie wiem. Faktem jest jednak, że pomnik przetrwał zarówno II wojnę światową jak i radziecką okupację Łotwy. Choć jakiekolwiek manifestacje wokół monumentu czy nawet składanie kwiatów były surowo karane to dla Łotyszy Milda przez ponad pięćdziesiąt lat była symbolem nadziei, nadziei że ojczyzna będzie znów wolna.

Rolanda i Mildę dzieli piętnaście minut spaceru. Żadna wizyta w Rydze nie jest ważna bez odwiedzin u pierwszej pary Łotwy.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i komentowania!

Opublikowano Podróże | Otagowano | Skomentuj

Kolej w dolinie Sotli

IMG_9578

Długa na ponad 80 kilometrów rzeka Sotla (chorwacka Sutla) stanowi naturalną granicę między Słowenią a Chorwacją. Wcześniej, w Austro-Węgrzech, była to granica między Zalitawią a Przedlitawią. Pomimo idealnego dla kolei ukształtowania powierzchni pierwsze pociągi pojechały doliną Sotli dopiero po II wojnie światowej.

Zemljevid

Pomysł poprowadzenia linii kolejowej doliną Sotli zrodził się bardzo wcześnie. W roku 1857 żelazny szlak połączył Wiedeń i Triest (tzw. Kolej Południowa), wiódł on m.in. przez Maribor i Ljubljanę. Szybko jednak we znaki dała się monopolistyczna pozycja przedsiębiorstwa, którą ową kolej zbudowało i eksploatowało. Zaczęto więc poszukiwać możliwości budowy połączenia, które mogłoby stanowić konkurencję dla istniejącego już szlaku Wiedeń – Adriatyk.

IMG_9613

Pierwszą koncepcją było połączenie kolei czeskich z Zagrzebiem linią wiodącą przez Zeltweg, Wolfsberg, Dravograd, Slovenj Gradec, Celje, Rogatec oraz Krapinę. Niestety w wyniku nacisków Kolei Południowych władze państwowe odmówiły przyznania koncesji na budowę tej linii kolejowej. Monopolistyczną pozycję Kolejom Południowym udało się utrzymać aż do lat 90. XIX wieku. Wtedy to zbudowano na terenie dzisiejszej Słowenii kilka lokalnych linii kolejowych, w tym szlak będący odgałęzieniem od linii Wiedeń – Triest. Rozpoczyna się on w miejscowości Grobelno, a kończy w miasteczku Rogatec. Był to początek kolei w dolinie Sotli. Władający w ówczesnych czasach Chorwacją Węgrzy nie zgodzili się na przedłużenie linii do miasta Krapina, stało się to dopiero w Królestwie Jugosławii, w 1930 roku.

Po utworzeniu Jugosławii władze nie przejawiały większego zainteresowania koncepcją rozwoju kolei wzdłuż rzeki Sotli. Dopiero w 1957 roku zakończyła się budowa pierwszego odcinka, od miejscowości Savski Marof (leżącej na magistrali łączącej Ljubljanę, Zagrzeb, Belgrad i Skopje) do miasta Kumrovec, miejsca urodzenia ówczesnego przywódcy, Josefa Broz-Tito. Wówczas rozpoczęła się dyskusja nad połączeniem tej linii ze wspomnianą już linią Grobelno-Rogatec-Krapina. Argumentami za budową były skrócenie drogi między Zagrzebiem a Mariborem (i Wiedniem) a także odciążenie węzłów kolejowych leżących na szlaku dawnej Kolei Południowej, mowa tu o stacjach Zidani Most i Celje. Udało się to 1960 roku, otwarto wówczas odcinek z Kumrowca do stacji Stranje, położonej na linii Grobelno-Rogatec-Krapina.

IMG_9606Stacja Stranje. Tor prawy prowadzi w kierunku miasta Rogatec, tor lewy w kierunku Kumrowca.

Ogłoszenie niepodległości przez Słowenię i Chorwację w 1991 roku sprawiło, że linie o których piszę stały się liniami międzynarodowymi. Niestety smutną konwencją przemian politycznych było zawieszenie ruchu na odcinkach granicznych. Na linii Grobelno-Krapina pociągi dojeżdżają po słoweńskiej stronie tylko do stacji Sveti Rok ob Sotli, a po chorwackiej do stacji Đurmanec. Natomiast na linii Stranje-Savski Marof słoweńskie pociągi dojeżdżają do stacji Imeno, chorwackie kończą bieg już w Harmicy (na odcinku Harmica-Kumrovec ruch pociągów również jest zawieszony).

IMG_Imeno

Na „północnym” (Grobelno – Sveti Rok ob Sotli – Krapina) szlaku pojawiają się też dość często pociągi towarowe, które obsługują fabrykę szkła w chorwackim mieście Hum na Sutli, po sąsiedzku z Rogatcem. Granice państwowe z prawdziwego zdarzenia pojawiły się tutaj dopiero w latach 90. ubiegłego wieku, więc w wielu miejscach ciężko jest je pogodzić z budowaną przez wiele wieków rzeczywistością.

IMG_9640 Rogatec. Po drugiej stronie granicy Hum na Sutli.

Kraina o której piszę nazywa się, od rzeki oczywiście, Posotljem. Kolej dociera tam do wielu interesujących miejsc. Na linii północnej warto odwiedzić największe i najbardziej znane słoweńskie uzdrowisko Rogaška Slatina. Sam Rogatec jest również interesującym miejscem na jednodniową wycieczkę, nad miastem góruje zamek Strmol, w okolicy można również obejrzeć skansen etnograficzny.

IMG_9642Rogatec

Jadąc pociągiem linią południową docieramy do miejscowości Podčetrek, która przyciąga turystów nie tylko ze Słowenii, ale także obcokrajowców. Atrakcji jest tam naprawdę wiele, od ogromnego kompleksu Spa, przez górujący nad miejscowością zamek, które początki sięgają XIII wieku (poważnie zniszczony przez trzęsienie ziemi w latach 70., wstęp na własną odpowiedzialność), aż po osadę Olimje z franciszkańskim klasztorem, apteką o wielosetletniej tradycji i pierwszą słoweńską fabryką czekolady.

IMG_9684Podčetrek

Nieco dalej na południe warto odwiedzić inny zamek – Podstreda – zdjęcie poniżej.

IMG_9750

Od kilku lat słychać coraz więcej głosów mówiących o konieczność reaktywacji transgranicznych połączeń kolejowych w dolinie Sotli. Region ten ma na pewno ogromny potencjał turystyczny. Również bliskość półmilionowego Zagrzebia sprawia, że linia może również zapewniać wielu osobom wygodny dojazd do pracy czy szkoły. Już teraz odcinek Savski Marof – Harmica jest zelektryfikowany i właczony do ruchu aglomeracyjnego wokół chorwackiej stolicy.

IMG_9757

Być może wejście Chorwacji do Unii Europejskiej da drugą szansę kolei w dolinie Sotli i tym razem uda się w pełni wykorzystać cały potencjał jaki oferuje ta malownicza kraina.

Przygotowując wpis korzystałem z artykułu N. Pataky „Obsoteljske proge”, Nova Proga, Marzec 2012.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i komentowania!

Opublikowano Kolej, Podróże | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Nigeria – Abeokuta

Przeglądając przewodniki po Nigerii natrafiłem na miasto Abeokuta, stolicę stanu Ogun. Położone około 80 kilometrów na północ od Lagos idealnie nadawało się na weekendową wycieczkę.

Główną atrakcją miasta jest wznosząca się nad nim skała (a w zasadzie ich kompleks). Od niej też pochodzi jego nazwa – Abeokuta w języku Yoruba (lud zamieszkujący południowo-wschodnią Nigerię) znaczy „pod skałami”. Skała była i jest nadal (choć mniej formalnie) obiektem kultu religijnego okolicznej ludności. Podobno również pod nią schronili się (i dzięki temu przetrwali) mieszkańcy miasta w czasie wojen z Brytyjczykami w końcu XIX wieku. Mi osobiście wydaje się to dosyć naciągane, ale trzeba przyznać, że skała jest dość niedostępna i na pewno jest w tym podaniu jakiś element prawdy.

IMG_3078

Dzisiaj skała jest częścią kompleksu turystecznego z płatnym wstępem. Schody i windy (miałem wrażenie, że wczasie mojego pobytu nie działały) pozwalają na wygodne dotarcie na sam wierzchołek (wysokość ok. 180 m.n.p.m.), skąd roztacza się interesujący widok na miasto i okolicę. Zakup biletu wstępu nie był jednak moim jedynym wydatkiem. Dość szybko pojawił się przy mnie przewodnik i chłopak, który zabrał się za robienie zdjęć. Koszt tych dwóch, niezamówionych usług wyniósł odpowiednio 1000 NRN i 200 NRN. Przewodnik mówił ciekawie, zdjęcia również wyszły całkiem niezłe więc nie mam powodów do narzekań.

IMG_3119

Centrum Abeokuty zabudowane jest interesującymi domami nadającymi miastu przyjemny klimat. Niestety większość jest w nienajlepszym stanie technicznymi. Poza skałą w mieście zwraca uwagę katedra, podobno pierwszy murowany kościół w Nigerii (niestety jej wnętrze głęboko rozczarowuje), kościół anglikański z niebieską fasadą i trzema równoległymi wieżami (nie wydaje mi się, żebym wcześniej widział podobną konstrukcję) oraz czerwony meczet, łudząco przypominający chrześcijańską świątynię.

IMG_3103

W czasie tej wycieczki po raz pierwszy od przyjazdu do Nigerii sam poczułem się jak atrakcja. Sporo mijanych przeze mnie osób zwracało uwagę na białego człowieka siedzącego w samochodzie, a dzieci na ulicy krzyczały za mną Oyibos, co w języku Yoruba znaczy właśnie biały człowiek.

IMG_3143

Czytając o Abeokucie natrafiłem na interesujący fakt, w latach 1959 – 1985 mieszkał tam i pracował polski lekarz, Oswald Madecki, któremu miasto zawdzięcza dwa nowoczesne szpitale.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i komentowania!

Opublikowano Podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Nigeria

IMG_2987

Jeżeli miałbym powiedzieć jakie jest moje pierwsze myśl związana z Nigerią to byłby to dźwięk. Dźwięk pracujących agregatów prądotwórczych unoszący sie nad miastem…

Nigeria jest ogromnym państwem, z liczbą ludności szacowaną na około 160 milionow jest najbardziej ludnym krajem w Afryce, co piąty mieszkaniec tego kontynentu jest obywatelem Nigerii. Stolicą jest od początku lat 90. Abuja, położona dokładnie w centrum, na granicy między obszarami zdominowanymi przez dwie wielkie religie: islam i chrześcijaństwo. Ale to 15 milionowe (znowu szacunek) Lagos, dawna stolica i drugie co do wielkości miasto Afryki , jest prawdziwym centrum kraju. I właśnie Lagos zostało moim domem na najbliższy czas.

Jak wyglada życie w 15 milionowym miescie? Jest trochę wyzwań, ale są też rzeczy które pozytywnie zaskakują. Ale po kolei.

Wyzwania, zastanawiam się które określiłbym jak największe, ciągłe wyłączenia prądu czy tutejszy rych uliczny…

Prąd. Nigeria jest bodajże czwartym na świecie producentem ropy naftowej. Nie powtórzyła ona jednak drogi krajów Zatoki Perskiej i zyski z wydobycia płynnego złota nie przekładają się na dobrobyt dla obywateli. Co więcej, Nigeria choć ma ropę i wysyła satelity w kosmos nie jest w stanie zapewnić aby jej mieszkańcy mogli swobodnie korzystać z energii elektrycznej. Przerwy w dostawach prądu, tak podstawowego wydawałoby się dobra, są tu na porządku dziennym. Wyłączenia zdarzają sie w każdej chwili, trochę lepiej jest w dni wolne (mniej włączonych klimatyzatorów w biurach), ale nawet wtedy nie jest oczywiste, że prąd w gniazdkach będzie przez całą dobę. W sobotę, kiedy pisałem te slowa, między porankiem (godzina 8 rano) a południem nie bylo go dwa razy, raz pół godziny a potem koło godziny. Skrót nazwy firmy, która dostarcza energię elektryczną to NEPA, w wolnym tłumaczeniu: No Electricity Power Again.

Z tego powodu każde gospodarstwo domowe posiada agregat prądotwórczy, który uruchamiany jest w przypadku, gdy przysłowiowy licznik przestaje się kręcić. Nigeria subsydiuje ceny paliw (chociaż tyle), jego litr kosztuje okolo 2 złotych. Na zdjęciu ponizej mój agregat, którego siłą rzeczy musiałem się nauczyć obslugiwać:
IMG_3040

Minusy korzystania z agregatu są dwa: nie powinno sią włączać klimatyzacji (jest bardzo prądożerna więc i paliwożerna) oraz hałas (stąd taki a nie inne wstęp do tej notki). Ale żeby nie być marudą, są też pewne korzysci. Współpraca z agregatem uczy planowania (pamiętaj, żeby zawsze było paliwo), strategicznego myślenia (sprawdzaj czy komórka lub laptop są naładowane, wtedy kiedy jest prad z NEPA, bo dzięki temu paliwa starczy na dłużej) oraz dystansu (czy zawsze w ciągu dnia kiedy znika prąd muszę uruchamiać generator, przecież zamiast siedzieć przed telewizorem mogę poczytać książkę).

Z brakami powiązany jest dość ściśle jeszcze jeden mankament – brak wody. Nie jest to regułą, ale wiekszość wyłączeń pradu wiążę się z pustym kranem. Stąd u mnie w mieszkaniu wielka beczka z wodą, na wszelki wypadek.

Ruch drogowy. This is madness, to jest szaleństwo. W Nigerii podobno są jakies przepisy drogowe, ale nie zauważylem tego w praktyce… Generalnie prowadzenie samochodu tutaj wymaga stalowych nerwów, bardzo dużego refleksu, cierpliwości i po prostu odwagi. Obowiazującą tutaj zasadą jest jak najszybciej dostać sie do celu, inni użytkownicy traktowani sa wyłącznie w kategoriach przeszkody do osiągnięcia tego celu. Standardem są wymuszenia pierwszeństwa, nagłe zmienianie pasów ruchu, zatrzymywanie sie w dowolnym miejscu itd. Duża część pojazdów jest zdezolowana, z niesprawnymi światlami, po zmroku różnie bywa z oświetleniem, nawet głównych arterii (No Electricity Power Again). Jezeli na jezdni nie ma namalowanych linii oddzielających poszczególne pasy ruchu, liczba samochodów w rzędzie zależy wyłącznie od jej szerokości.

Główne arterie obsadzone są policją drogową, ktora nie specjalnie jednak reaguje na otaczające ją bitwy drogowe; czasami zajmują się kierowaniem ruchu. Żeby było ciekawej na jezdni również pojawiają się przechodnie, ktorzy śmialo przebiegają przez jezdnię w naprawdę dowolnych miejscach, co najwyżej wskazując kierowcom dłonią, że chcą przejść. Rowerzystów widzialem do tej pory może z pięciu. Do niedawna funkcjonował jeszcze jeden element tej układanki, skutery zwane okadami. Korzystanie z nich zostalo jednak zakazane, ze względu na to, że bardzo często były one wykorzystawane w ulicznych kradzieżach.

Ruch uliczny w Lagos to nie tylko chaos, ale również korki. To nie są jakieś tam małe przestoje, to są korki po horyznot, codziennie, i niekoniecznie tylko w godzinach szczytu. Dzielnicę w której mieszkam i Wyspę Wiktorii (powiedzmy, że centrum) dzieli jakieś 20 km, rano i wieczorem dystans ten pokonuje się podobno w 2 godziny, łączy je trzypasmowa, szeroka arteria… Nie jest jednak prawdą, że korki są jedynie stratą czasu. Między samochodami zwinnie poruszają się handlarze u których można kupić gazety, napoje, owoce, produkty mleczne (!), skarpetki, zegary (na rękę i na ścianę), paski do spodni, ścierki, dzięcięcie gitary czy organki…

IMG_2992Wyspa Wiktorii

Transport publiczny zapewniają trzy rodzaje pojazdów, spalinowe riksze – vespa (coś w rodzaju taksówki), busy oraz dwie firmy autobusowe, Lagbus i BRT, świadczące „europejski” rodzaj przewozów. Na jednej z tras łączącej Wyspę Wiktorii ze stałym lądem autobusy tej drugiej poruszają się po buspasie, fizycznie oddzielonym od pozostałych. Kierowcy generalnie nie próbują korzystać z niego jako skrótu – jest to podobno surowo karane.

IMG_3002Jedna z głównych dróg z buspasem.

Generalnie główne drogi są dobrze utrzymane, oznaczenia są jasne, sygnalizatory świetlne są też jak najbardziej obecne. Boczne ulice też dają radę.

Lagos leży nad Zatoką Gwinejską, niedaleko równika. Standardem są tu temperatury w okolicach 30 stopni Celsjusza przy wilgotności sięgającej nawet 80%. Nie jest łatwo. Tutaj po raz pierwszy spotkałem się z sytuacja, kiedy to moje okulary zaparowywały przy wysiadaniu z klimatyzowanego samochodu… Zdarza się jednak i inna pogoda, wczoraj np. temperatura wyniosła „tylko” 24 stopnie i przelotnie padało… Szczęśliwie nie ma zbyt wielu komarów.

Rzeczą, która przykuła moją uwagę już na samym początku jest bardzo niewielkie liczba bilbordów (zdecydowanie mniej niż w Warszawie), nawet wzdłuż głównych ulic, gdzie wydawać by się mogło (korki) powinno być ich całe mnóstwo. Tak, w Nigerii jest normalny rynek i jest co reklamować.

Handel (poza korkowymi sprzedawcami) jest w Lagos widoczny w dwóch odsłonach, tradycyjnej i nowoczesnej. Wersji tradycyjnej jeszcze dobrze nie znam, ale handel nowoczesny wygląda tak jak w Europie, są centra handlowe, większe, mniejsze, ze sklepami światowych marek. Wielkopowierzchniowy handel spożywczy zdominowany jest przez południowoafrykańską sieć Shoprite. Większość dostępnych tam produktów pochodzi oczywiście z RPA, ale można kupić też produkty globalnych marek: Coca-Cola, Pepsi, Smirnoff, Heineken, Guiness, Cadbury, Maggi, Palmolive itd. Nigeria jest ważnym rynkiem zbytu dla południowoafrykańskich firm, nawet telewizja cyfrowa którą mam w mieszkaniu, DSTv, pochodzi stamtąd.

Miejscowe centra handlowe zaskakują masą ludzi, która tam pracuje. Koszyk może za klienta popchać pracownik sklepu, podobnie jest z towarami przy kasie – do reklamówek wkłada je za ciebie pracująca tam osoba. No i reklamówki, kupione produkty nie są upychane do nich na siłę, więc na zakończenie wizyty w sklepie dostajesz ich całe mnóstwo, za darmo…

CDN

Opublikowano Podróże | Otagowano , , | Skomentuj

Raudtee czyli koleje po estońsku

Estońska sieć kolejowa należy do najmniejszych w Europie, jej długość to zaledwie około 1200 km, jednak struktura organizacyjna jest jak na taki rozmiar bardzo skomplikowana.

Tytułem wprowadzania: władze Estonii na początku wieku postanowiły sprywatyzować narodowego operatora Eesti Raudtee (EVR – Koleje Estońskie) zajmującego się utrzymaniem infrastruktury i przewozami towarowymi. Transakcja została zakończona w 2001 roku. Jednak polityka transportowa zmieniła się szybko i już w 2007 nowy rząd estoński odkupił Koleje Estońskie od prywatnego właściciela.

Jeżeli chodzi o podstawy, czyli infrastrukturę, to w tej chwili zdecydowana jej większość znajduje się w państwowych rękach i jest zarządzana przez firmę EVR Infra.

ee_railwaynetwork

Główny szlak kolejowy w Estonii to linia łącząca Tallinn z Narwą (i dalej z Rosją) odgałęziająca się w mieście Tapa do Tartu (2. co do wielkości miastem w Estonii). Na zachód od Tallinna kolej dociera do portowego miasta Paldiski, miasteczka Riisipere oraz na plażę w miejscowości Kloogaranna.

IMG_2366 Pociąg Elektriraudtee skończył właśnie bieg na stacji Paldiski.

Na południu kraju sieć kolejowa układa się w charakterystyczny trójkąt na którego końcach znajdują się stacje Tartu, Koidula oraz Valga. Węzeł kolejowy i stacja graniczna Koidula powstała w 2008 roku, wcześniej szlaki zbiegały się na terytorium Rosji, w mieście Pechory. Uniemożliwiało to prowadzenie jakiekolwiek bezpośredniego ruchu między pomiędzy dwoma ramionami kolejowego trójkąta. Na „ramieniu” Tartu – Koidula pociągi pasażerskie kursują codziennie, natomiast na ramieniu Koidula – Valga docierają wyłącznie w sezonie do przystanku Piusa (znajduje się tam kopalnia piasku będąca atrakcją turystyczną), położonego 6 km od Koiduli. Trzecie ramię, między Tartu i Valgą, przeszło gruntowny remont, pociągi wróciły na ten szlak w 2010 roku. Dzięki temu możliwy jest dojazd koleją z Rygi do Tallinna, podróż z przesiadką na granicznej stacji Valga zajmuje około 8 godzin. Sama Valga to część większego miasta podzielonego, podobnie jak wiele innych w Europie, po I wojnie światowej między Estonię i Łotwę. Łotewska część nosi nazwę Valka.

IMG_1644 Pociąg Edelaraudtee na stacji Piusa.

Ostatnią linią jest szlak z Tallinna do Pärnu z odgałęzieniem w Lelle do Viljandi. Tym odcinkiem sieci zarządza dla odmiany sprywatyzowana w 2000 roku spółka Edelaraudtee (w wolnym tłumaczeniu Koleje Południowo Zachodnie).

IMG_1919Pociąg Edelaraudtee manewruje na stacji Viljandi.

Rynek przewozów pasażerskich (czyli to, co mnie najbardziej interesuje) jest podzielony między trzech przewoźników. Najwięcej pasażerów przewożą Elektriraudtee (Koleje Elektryczne). Przewoźnik ten obsługuje wyłącznie ruch aglomeracyjny wokół Tallinna. Zgodnie ze swoją nazwą wszystkie przewozy wykonywane są w trakcji elektrycznej (pozostali przewoźnicy wykorzystują wyłącznie trakcję spalinową!). Do niedawna całość taboru stanowiły radzieckie elektryczne zespoły trakcyjne ER2 produkowane w latach 1962-84 w Rydze. W 2012 do Estonii dotarły pierwsze jednostki marki Flirt, które docelowo mają zastąpić wszystkie użytkowane dotychczas pojazdy. Elektriraudtee zamówiło łącznie 38 pociągów, 20 spalinowych i 18 elektrycznych. Zakup spalinowych jednostek świadczy o planach ekspansji tego przewoźnika. Ciekawostką jest, że tabor dla Estonii powstaje w Polsce, w zakładach Stadlera w Siedlcach.

flirtFlirt Elektriraudtee. Zdjęcie pochodzi z serwisu Worldofrailways.net.

Kolejny przewoźnik, wspomniane już Edelaraudtee, obsługuje trasy ogólnokrajowe. Oprócz wymienionych już szlaków do Pärnu i Viljandi pociągi tego przewoźnika łączą stolicę z Tartu oraz pojawiają się na pozostałych liniach: Tapa-Rakvere-Narva, Tartu-Valga oraz Tartu-Koidula-Piusa, w ilości dwóch par dziennie.

IMG_1674

Ostatnim, najmniejszym, przewoźnikiem pasażerskim jest spółka GO Rail obsługująca pociągi do Rosji, dzienny do Sankt Petersburga i nocny do Moskwy. Zarządza ona także tallińskim dworcem kolejowym – Balti jaam, czyli Dworcem Bałtyckim.

IMG_1953Pociąg GO Rail do Sankt Petersburga na stacji Narwa.

Jeżeli chodzi o przewozy cargo to realizują je również trzy firmy: EVR Cargo, ERS AS oraz Spacecom. Przewóz towarów dominuje na estońskich torach, głównie dzięki rosyjskiemu tranzytowi do/z portów bałtyckich.

IMG_2375

W ostatnim czasie koleje w Estonii przechodzą modernizację. Poza wspomnianym wyżej zakupem nowych pociągów remontowana jest także infrastruktura w całym kraju, powstają nowe stacje, stare są modernizowane albo przebudowywane. Dzięki temu dostosowuje się infrastrukturę do realnych potrzeb, bez wyrzucania pieniędzy w przysłowiowe błoto. Najlepszym tego przykładem są przystanki w najmniejszym miejscowościach. Nowe perony są krótkie, mają długość jednego wagonu, w rozkładzie jazdy są oznaczenia, że wsiadanie/wysiadanie tylko z/do pierwszego wagonu. Bo po co inwestować i utrzymywać infrastrukturę z której skorzysta niewielu pasażerów.

IMG_1647Przystanek Piusa posiada właśnie taki krótki peron. Na zdjęciu pociąg dopiero co przyjechał, jak widać wyjście jest możliwe tylko z pierwszego wagonu.

Podróżnikom polecam zwiedzanie Estonii koleją. Pociągów nie ma za wiele, ale są tanie, w miarę szybkie, no i jak zawsze fajniejsze od autobusów :)

Opublikowano Kolej, Podróże | Otagowano | 2 komentarzy

Wiadukt w Ribblehead

Podczas swojej pierwszej podróży do Anglii udało mi się dotrzeć w dość odludne miejsce położone w północnym Yorkshire. Celem tej małej wyprawy był potężny wiadukt kolejowy w Ribblehead.

IMG_1005

Wiadukt znajduje się na bocznej dziś linii kolejowej łączącej Settle z Carlisle. Zbudowany w latach 1870-74, długi na 400 i wysoki na 32 metry, z 24 przęsłami, jest imponującym świadectwem rozwoju kolei. Okolica w której się wznosi – surowe wzgórza i łąki – dodatkowo podkreśla jego majestat.

IMG_1009

W latach 80. ubiegłego wieku z powodu pogarszającego się stanu technicznego pojawiła groźba likwidacji linii kolejowej przechodzącej przez wiadukt. Jednak po wielu protestach zdecydowano się wyremontować szlak a także sam wiadukt, tak aby mogły one służyć przez kolejne kilkadziesiąt lat. Jako ciekawostkę warto dodać, że w latach 60. w czasie wichury z przejeżdżającego po wiadukcie pociągu zdmuchniętych zostało kilka fabrycznie nowych samochodów. Bardzo surowa i wietrzna jest to okolica :)

IMG_1016

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i komentowania!

Opublikowano Kolej, Podróże | Otagowano | Skomentuj

Estońskie trzy kolory

Od zawsze fascynowały mnie flagi. Pamiętam, że jako dziecko bardzo lubiłem przeglądać atlas geograficzny, na marginesie którego były wydrukowane flagi wszystkich państw na danym kontynencie. Było to na początku lat 90., czasu zmian na świecie. Od tego momentu niepodległość uzyskało 25 państw, pewnie drugie tyle zmieniło swoje flagi. Z tego powodu staram się być na bieżąco, żeby widząc flagę móc bez problemu zidentyfikować kraj jaki ona reprezentuje.

Encyklopedia Britannica definiuję flagę jako kawałek materiału, zazwyczaj prostokątny, z charakterystycznym wzorem, wykorzystywany jako symbol, środek sygnalizacyjny albo dekoracja. Słownik Języka Polskiego PWN definiuję flagę państwową jako oficjalny znak symbolizujący suwerenność państwową lub narodową. Jak ważny może być to symbol można było zaobserwować śledząc protesty w krajach arabskich. Po obaleniu Kadafiego władze Libii powróciły do czerwono-czarno-zielonych kolorów z czasów monarchii, która poprzedzała dyktaturę. W Syrii natomiast opozycja manifestuje pod flagą z 1932 roku, która symbolizuje Republikę Syryjską z czasów przed monopolistycznymi rządami partii Baas.

Flaga Estonii spodobała mi się od samego początku – moim zdaniem jest jedną z bardziej oryginalnych. W przeciwieństwie do np. duńskiej (w użyciu bez zmian od 1219 roku) ma ona bardzo krótką historię. Estończycy nie posiadali swojej flagi aż do 1881 roku, kiedy grupa studentów z Tartu postanowiła stworzyć flagę, która miałaby reprezentować ten naród. W ten sposób narodził się układ trzech kolorów funkcjonujący do dziś.
IMG_1860

Zgodnie z przyjętą symboliką kolor niebieski symbolizuje nadzieję na lepszą przyszłość dla Estonii i wierność ojczyźnie, odwołuje się on do nieba, morza i estońskich jezior; czarny - przypomina o przeszłości w tej samej barwie, do której Estonia ma już nie powrócić, to także kolor ziemi uprawianej przez naród; biały reprezentuje osiągnięcia edukacyjne i oświecenie – coś co ma być ambicją dla wszystkich Estończyków. Kolor ten symbolizuje również śnieg, białe noce w lecie oraz brzozę.
Przyjmuje się, że zestawienie barw na fladze odwołuje się do typowego dla Estonii krajobrazu:
Eesti_lipp

Zdjęcie pochodzi Wikipedii.

Kiedy już uszyto pierwszą flagę to zabrano ją z Tartu do miasta Otepää (z dala od oczu rosyjskich władz) i tam wciągnięta na maszt (nad domem miejscowego wikarego). Symbolicznym aktem był także jej chrzest w wodach jeziora Pühajärv (pol. Święte Jezioro), które pojawia się w estońskim eposie Kalevipoeg.
IMG_2341

12 grudnia 1918 flaga załopotała na wieży Pikk Hermann na wzgórzu Toompea w centrum starego Tallinna – ogłaszając w ten sposób całemu światu niepodległość i suwerenność Estonii. Zniknęła stamtąd w lipcu 1940 po aneksji kraju przez ZSRR. Na jej powrót poczekać trzeba było prawie pół wieku, do 24 lutego 1989. Od tego momentu powiewa ona dumnie nad estońską stolicą.
IMG_1780

Flaga na wieży Pikk Hermann w lewym górnym rogu. Poniżej flaga na budynku parlamentu, Riigikogu, wraz z herbem.

Na zakończenie ciekawostka. Estonia po uzyskaniu niepodległości chciała się uwolnić od swojej sowieckiej przeszłości i starała się przedstawiać jako kraj nordycki, a nie wschodnioeuropejski czy bałtycki. Jest to w części uprawomocnione – z krajami nordyckimi łączą ją silne więzy gospodarcze, a z położoną najbliżej Finlandią także związki kulturowe i językowe (oba należą do grupy urgofińskiej). Pojawił się także postulat, aby zmienić estońską flagę: zachować historyczne barwy ale umieścić je w formie krzyża skandynawskiego. Nie spotkał on się jednak z szerszym poparciem. Estończycy są dumni ze swoich trzech kolorów symbolizujących kraj, taki jaki kochają.

220px-Estonian_alternative_flag_proposal2.svg Estonian_alternative_flag_proposal.svg

Alternatywne wersje estońskiej flagii. Źródło: Wikipedia.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i komentowania!

Opublikowano Podróże | Otagowano | Skomentuj

Kolejowe podsumowanie 2012 roku

Rok 2012 dobiegł końca, czyli czas na podsumowanie wojaży.
Ubiegły rok powitałem w czeskich Cerhenicach a pożegnałem w angielskim Southampton. Udało mi się utrzymać tradycję spędzania sylwestra poza granicami Polski. W międzyczasie odwiedziłem 13 krajów, z czego aż 4 po raz pierwszy: Wielka Brytania, Łotwa, Estonia i Finlandia.
Oczywiście bardzo dużo podróżowałem pociągami – przejechałem łącznie 36 808 km – więcej niż długość równika :)

WordItOut-Word-cloud-149191

Trzy stacje z których korzystałem (przyjazd lub odjazd) najczęściej są w Warszawie: Śródmieście (72), Służewiec (67), Centralna (45). Wysoka pozycja dwóch pierwszych to również zasługa kontrowersyjnej linii SKM na Lotnisko Chopina. Jeżeli chodzi o stacje zagraniczne to najczęściej uczęszczane były: Berlin Hbf (14), Praha hl.n. (12) oraz Köln Hbf (7).

Jeżeli popatrzeć na udział poszczególnych państw to wygląda on następująco:
podzial2012

W ubiegłym roku po raz pierwszy od pięciu lat nie dotarłem ani do Austrii, ani do Słowenii.

Plany na 2013? Jest kilka interesujących pomysłów… :)

Opublikowano Kolej, Podróże | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Tartu – miasto pod biało czerwoną flagą

Tartu to drugie co do wielkości miasto w Estonii. Jako ośrodek kulturalny i naukowy z powodzeniem konkuruje ze stolicą, Tallinnem. W historii bardziej znane jest pod niemiecką nazwą Dorpat. Na miejscu dowiedziałem się, że ma także trochę wspólnego z polską flagą…

Tartu_City_hall

Ratusz

Jest to miasto przede wszystkim uniwersyteckie, tutejsza uczelnia znana jest nie tylko w krajach bałtyckich, ale również w szerszym świecie. Jest to także jedyne w Estonii miasto, gdzie kształcą się lekarze. A skoro jest to ośrodek uniwersytecki to są tu i studenci. Dzięki nim miasto żyje, wszyscy są tutaj tego świadomi stąd też mają oni swój pomnik – przed ratuszem, na głównym placu miasta stoi fontanna przedstawiająca całującą się parę studentów. Ciekawostką jest też, że w Estonii nie wolno spożywać alkoholu pod gołym niebem, ale w Tartu, na wzgórzu zwanym Pirogov (tuż za ratuszem), prawo to zdaje się nie obowiązywać…
Tartu_students

Głównym plac miasta, Raekoja plats, z jednej strony zamyka wspomniany ratusz, z drugiej natomiast most nad rzeką Emajõgi. Do II wojny światowej stała tu kamienna konstrukcja wybudowana z inicjatywy Katarzyny II. Niestety nie przetrwała ona wojennej zawieruchy i zastąpiła ją dzisiejszy, niezbyt interesujący obiekt. Warto jednak o nim wspomnieć ze względu na pewną miejscową tradycję, każdy prawdziwy student musi przynajmniej raz w czasie swojej nauki na miejscowym uniwersytecie przejść po łuku. Kiedyś przyłapano nam także kochającą się parę ;)
Tartu_bridge

Łuk po którym musi przejść każdy prawdziwy student.

Tartu to nie tylko nauka i rozrywki wieczorami. To także bogata historia o której najlepiej mówią dwa potężne gotyckie kościoły.
Tartu_StJames

Kościół św. Jana

Pierwszych z nich to kościół św. Jana, którego początki sięgają XIV wieku. W okresie reformacji przejęli go luteranie a w 1944 zbombardowało radzieckie lotnictwo. Świątynia odrestaurowana została dopiero w 2005 roku. Z tego powodu wnętrza jest ubogie, uwagę za to przykuwają rzeźby umieszczone wzdłuż zewnętrznych ścian, rzecz raczej rzadko spotykana w kościołach gotyckich.
Tartu_StJames2

Drugim kościołem jest katedra, a raczej jej ruiny. Budowę rozpoczęto w XIII wieku, ale w czasach reformacji, XVI wiek, zatraciła ona funkcje sakralne i od tego czasu była wykorzystywana jako magazyn. Po założeniu uniwersytetu część budynku została przebudowana na bibliotekę (dziś muzeum) a reszta popadła w ruinę. I tak już zostało, do dzisiaj zachowały się ściany boczne, część łuków oraz potężna wieża, z której podziwiać można okolicę. Mimo tego stanu miłośnicy architektury na pewno się nie rozczarują.
Tartu_cathedral

No ale o co chodzi z tą polską flagą? Specarując po Tartu natrafiłem na pewną tablicę, to co na niej przeczytałem bardzo mnie zaskoczyło. Król Stefan Batory w 1583 roku nadał ówczesnemu Dorpatowi nowe przywileje, w tym właśnie prawo do używania biało-czerwonych barw, z którego miasto cały czas korzysta. Miło zobaczyć za granicą tablicę na część naszych władców.
Tartu_Batory

Zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć!

Opublikowano Podróże | Otagowano | 2 komentarzy

Kartka z podróży

Nowoczesność, nowoczesnością, Internet, Internetem, ale na pewno każdy uśmiecha się jak znajduje w skrzynce na listy tradycyjną, papierową pocztówkę wysłaną przez kogoś kto akurat jest w podróży. Pewne rzeczy się nie zmieniają :)

Mój dobry znajomy ma całkiem pokaźną kolekcję kartek z różnych zakątków świata. Jeżeli ktoś chciałby ją zobaczyć to zapraszam!

A gdybyście mieli ochotę to Krzyś na pewno się ucieszy z nowej kartki :)

Opublikowano Podróże | Skomentuj