Nigeria

IMG_2987

Jeżeli miałbym powiedzieć jakie jest moje pierwsze myśl związana z Nigerią to byłby to dźwięk. Dźwięk pracujących agregatów prądotwórczych unoszący sie nad miastem…

Nigeria jest ogromnym państwem, z liczbą ludności szacowaną na około 160 milionow jest najbardziej ludnym krajem w Afryce, co piąty mieszkaniec tego kontynentu jest obywatelem Nigerii. Stolicą jest od początku lat 90. Abuja, położona dokładnie w centrum, na granicy między obszarami zdominowanymi przez dwie wielkie religie: islam i chrześcijaństwo. Ale to 15 milionowe (znowu szacunek) Lagos, dawna stolica i drugie co do wielkości miasto Afryki , jest prawdziwym centrum kraju. I właśnie Lagos zostało moim domem na najbliższy czas.

Jak wyglada życie w 15 milionowym miescie? Jest trochę wyzwań, ale są też rzeczy które pozytywnie zaskakują. Ale po kolei.

Wyzwania, zastanawiam się które określiłbym jak największe, ciągłe wyłączenia prądu czy tutejszy rych uliczny…

Prąd. Nigeria jest bodajże czwartym na świecie producentem ropy naftowej. Nie powtórzyła ona jednak drogi krajów Zatoki Perskiej i zyski z wydobycia płynnego złota nie przekładają się na dobrobyt dla obywateli. Co więcej, Nigeria choć ma ropę i wysyła satelity w kosmos nie jest w stanie zapewnić aby jej mieszkańcy mogli swobodnie korzystać z energii elektrycznej. Przerwy w dostawach prądu, tak podstawowego wydawałoby się dobra, są tu na porządku dziennym. Wyłączenia zdarzają sie w każdej chwili, trochę lepiej jest w dni wolne (mniej włączonych klimatyzatorów w biurach), ale nawet wtedy nie jest oczywiste, że prąd w gniazdkach będzie przez całą dobę. W sobotę, kiedy pisałem te slowa, między porankiem (godzina 8 rano) a południem nie bylo go dwa razy, raz pół godziny a potem koło godziny. Skrót nazwy firmy, która dostarcza energię elektryczną to NEPA, w wolnym tłumaczeniu: No Electricity Power Again.

Z tego powodu każde gospodarstwo domowe posiada agregat prądotwórczy, który uruchamiany jest w przypadku, gdy przysłowiowy licznik przestaje się kręcić. Nigeria subsydiuje ceny paliw (chociaż tyle), jego litr kosztuje okolo 2 złotych. Na zdjęciu ponizej mój agregat, którego siłą rzeczy musiałem się nauczyć obslugiwać:
IMG_3040

Minusy korzystania z agregatu są dwa: nie powinno sią włączać klimatyzacji (jest bardzo prądożerna więc i paliwożerna) oraz hałas (stąd taki a nie inne wstęp do tej notki). Ale żeby nie być marudą, są też pewne korzysci. Współpraca z agregatem uczy planowania (pamiętaj, żeby zawsze było paliwo), strategicznego myślenia (sprawdzaj czy komórka lub laptop są naładowane, wtedy kiedy jest prad z NEPA, bo dzięki temu paliwa starczy na dłużej) oraz dystansu (czy zawsze w ciągu dnia kiedy znika prąd muszę uruchamiać generator, przecież zamiast siedzieć przed telewizorem mogę poczytać książkę).

Z brakami powiązany jest dość ściśle jeszcze jeden mankament – brak wody. Nie jest to regułą, ale wiekszość wyłączeń pradu wiążę się z pustym kranem. Stąd u mnie w mieszkaniu wielka beczka z wodą, na wszelki wypadek.

Ruch drogowy. This is madness, to jest szaleństwo. W Nigerii podobno są jakies przepisy drogowe, ale nie zauważylem tego w praktyce… Generalnie prowadzenie samochodu tutaj wymaga stalowych nerwów, bardzo dużego refleksu, cierpliwości i po prostu odwagi. Obowiazującą tutaj zasadą jest jak najszybciej dostać sie do celu, inni użytkownicy traktowani sa wyłącznie w kategoriach przeszkody do osiągnięcia tego celu. Standardem są wymuszenia pierwszeństwa, nagłe zmienianie pasów ruchu, zatrzymywanie sie w dowolnym miejscu itd. Duża część pojazdów jest zdezolowana, z niesprawnymi światlami, po zmroku różnie bywa z oświetleniem, nawet głównych arterii (No Electricity Power Again). Jezeli na jezdni nie ma namalowanych linii oddzielających poszczególne pasy ruchu, liczba samochodów w rzędzie zależy wyłącznie od jej szerokości.

Główne arterie obsadzone są policją drogową, ktora nie specjalnie jednak reaguje na otaczające ją bitwy drogowe; czasami zajmują się kierowaniem ruchu. Żeby było ciekawej na jezdni również pojawiają się przechodnie, ktorzy śmialo przebiegają przez jezdnię w naprawdę dowolnych miejscach, co najwyżej wskazując kierowcom dłonią, że chcą przejść. Rowerzystów widzialem do tej pory może z pięciu. Do niedawna funkcjonował jeszcze jeden element tej układanki, skutery zwane okadami. Korzystanie z nich zostalo jednak zakazane, ze względu na to, że bardzo często były one wykorzystawane w ulicznych kradzieżach.

Ruch uliczny w Lagos to nie tylko chaos, ale również korki. To nie są jakieś tam małe przestoje, to są korki po horyznot, codziennie, i niekoniecznie tylko w godzinach szczytu. Dzielnicę w której mieszkam i Wyspę Wiktorii (powiedzmy, że centrum) dzieli jakieś 20 km, rano i wieczorem dystans ten pokonuje się podobno w 2 godziny, łączy je trzypasmowa, szeroka arteria… Nie jest jednak prawdą, że korki są jedynie stratą czasu. Między samochodami zwinnie poruszają się handlarze u których można kupić gazety, napoje, owoce, produkty mleczne (!), skarpetki, zegary (na rękę i na ścianę), paski do spodni, ścierki, dzięcięcie gitary czy organki…

IMG_2992Wyspa Wiktorii

Transport publiczny zapewniają trzy rodzaje pojazdów, spalinowe riksze – vespa (coś w rodzaju taksówki), busy oraz dwie firmy autobusowe, Lagbus i BRT, świadczące „europejski” rodzaj przewozów. Na jednej z tras łączącej Wyspę Wiktorii ze stałym lądem autobusy tej drugiej poruszają się po buspasie, fizycznie oddzielonym od pozostałych. Kierowcy generalnie nie próbują korzystać z niego jako skrótu – jest to podobno surowo karane.

IMG_3002Jedna z głównych dróg z buspasem.

Generalnie główne drogi są dobrze utrzymane, oznaczenia są jasne, sygnalizatory świetlne są też jak najbardziej obecne. Boczne ulice też dają radę.

Lagos leży nad Zatoką Gwinejską, niedaleko równika. Standardem są tu temperatury w okolicach 30 stopni Celsjusza przy wilgotności sięgającej nawet 80%. Nie jest łatwo. Tutaj po raz pierwszy spotkałem się z sytuacja, kiedy to moje okulary zaparowywały przy wysiadaniu z klimatyzowanego samochodu… Zdarza się jednak i inna pogoda, wczoraj np. temperatura wyniosła „tylko” 24 stopnie i przelotnie padało… Szczęśliwie nie ma zbyt wielu komarów.

Rzeczą, która przykuła moją uwagę już na samym początku jest bardzo niewielkie liczba bilbordów (zdecydowanie mniej niż w Warszawie), nawet wzdłuż głównych ulic, gdzie wydawać by się mogło (korki) powinno być ich całe mnóstwo. Tak, w Nigerii jest normalny rynek i jest co reklamować.

Handel (poza korkowymi sprzedawcami) jest w Lagos widoczny w dwóch odsłonach, tradycyjnej i nowoczesnej. Wersji tradycyjnej jeszcze dobrze nie znam, ale handel nowoczesny wygląda tak jak w Europie, są centra handlowe, większe, mniejsze, ze sklepami światowych marek. Wielkopowierzchniowy handel spożywczy zdominowany jest przez południowoafrykańską sieć Shoprite. Większość dostępnych tam produktów pochodzi oczywiście z RPA, ale można kupić też produkty globalnych marek: Coca-Cola, Pepsi, Smirnoff, Heineken, Guiness, Cadbury, Maggi, Palmolive itd. Nigeria jest ważnym rynkiem zbytu dla południowoafrykańskich firm, nawet telewizja cyfrowa którą mam w mieszkaniu, DSTv, pochodzi stamtąd.

Miejscowe centra handlowe zaskakują masą ludzi, która tam pracuje. Koszyk może za klienta popchać pracownik sklepu, podobnie jest z towarami przy kasie – do reklamówek wkłada je za ciebie pracująca tam osoba. No i reklamówki, kupione produkty nie są upychane do nich na siłę, więc na zakończenie wizyty w sklepie dostajesz ich całe mnóstwo, za darmo…

CDN

Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>